<?xml version='1.0' encoding='UTF-8'?><?xml-stylesheet href="http://www.blogger.com/styles/atom.css" type="text/css"?><feed xmlns='http://www.w3.org/2005/Atom' xmlns:openSearch='http://a9.com/-/spec/opensearchrss/1.0/' xmlns:georss='http://www.georss.org/georss' xmlns:gd='http://schemas.google.com/g/2005' xmlns:thr='http://purl.org/syndication/thread/1.0'><id>tag:blogger.com,1999:blog-7862109639781952044</id><updated>2012-02-16T01:33:44.006-08:00</updated><category term='dolarów'/><category term='fistful'/><category term='eastwood'/><category term='leone'/><category term='dollars'/><category term='western'/><category term='nero'/><category term='garść'/><category term='spaghetti'/><category term='corbucci'/><category term='django'/><title type='text'>kowboje z makaronem</title><subtitle type='html'>wszystko, co chciałbyś wiedzieć o spaghetti westernach, ale boisz się zapytać</subtitle><link rel='http://schemas.google.com/g/2005#feed' type='application/atom+xml' href='http://kowbojezmakaronem.blogspot.com/feeds/posts/default'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7862109639781952044/posts/default?max-results=100'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://kowbojezmakaronem.blogspot.com/'/><link rel='hub' href='http://pubsubhubbub.appspot.com/'/><author><name>tuco</name><uri>http://www.blogger.com/profile/09666111738386705410</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><generator version='7.00' uri='http://www.blogger.com'>Blogger</generator><openSearch:totalResults>5</openSearch:totalResults><openSearch:startIndex>1</openSearch:startIndex><openSearch:itemsPerPage>100</openSearch:itemsPerPage><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7862109639781952044.post-2513695144432508901</id><published>2008-03-21T10:07:00.000-07:00</published><updated>2008-03-21T12:16:43.897-07:00</updated><title type='text'>Złe kino i DVD</title><content type='html'>&lt;a href="http://bp0.blogger.com/_CORzCDfDl8M/R-QJUyNvO_I/AAAAAAAAAE8/NGElCugC1X8/s1600-h/once+upon+a+time.jpg"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5180275724064340978" style="DISPLAY: block; MARGIN: 0px auto 10px; CURSOR: hand; TEXT-ALIGN: center" alt="" src="http://bp0.blogger.com/_CORzCDfDl8M/R-QJUyNvO_I/AAAAAAAAAE8/NGElCugC1X8/s400/once+upon+a+time.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;strong&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;strong&gt;Dzisiaj tak trochę bardziej felietonowo, czyli o tym, co mnie boli. Ale najpierw o tym, co mnie ostatnio rozbawiło.&lt;/strong&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;Jeden z użytkowników strony filmweb.pl (pseudonim: &lt;em&gt;disorder&lt;/em&gt;) użył w toczącej się tam dyskusji cytatu, który pozwolę sobie tutaj przekleić. Wydaje mi się on bowiem dość ciekawy, a zarazem zabawny. Pochodzi z książki &lt;em&gt;Western&lt;/em&gt; Czesława Michalskiego z początku lat 70. (można ją jeszcze odnaleźć w bibliotekach i antykwariatach). Ten krótki paszkwil na spaghetti, popełniony przez Michalskiego, pokazuje jak ówczesna krytyka filmowa postrzegała najfajniejszy westernowy nurt. Tutaj dochodzi jeszcze peerelowskie zniesmaczenie "potrzebami zachodniej publiczności" oraz oburzenie na sposób, w jaki bohaterowie włoskich westernów traktują kobiety. Z tych komunistów to prawdziwe feministyki były. &lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="justify"&gt;"Motyw sadyzmu, który występował już w pierwszych spaghetti-westernach, pod koniec lat 60. osiąga zenit w takich filmach jak : &lt;em&gt;Jeżeli żyjesz - strzelaj!&lt;/em&gt;, &lt;em&gt;Sabata&lt;/em&gt;, &lt;em&gt;Kiedyś na Zachodzie&lt;/em&gt; (prawdopodobnie chodzi o &lt;em&gt;Pewnego razu na dzikim zachodzie&lt;/em&gt; - przyp. Tuco) i wielu innych, w których ukazywane jest palenie ludzi na wolnym ogniu, odrąbywanie im dłoni i stóp, wykłuwanie oczu, strzelanie do dzieci niczym do dzikich królików itp. W zakresie gwałtu, brutalnosci i sadyzmu - spaghetti-western z nadwyżką spełnia zapotrzebowanie zachodniej widowni na tego rodzaju emocje. W przeciwieństwie do bohaterów autentycznego westernu, którzy z szacunkiem odnoszą się do kobiety i którym nieobce są romantyczne uczucia - bohaterowie włoskich filmów z Dzikiego Zachodu nie pozwalają sobie na miłość. W ich świecie bowiem miłość oznacza słabość, a kto jest słaby - ten ginie w najstraszliwszych mękach skowycząc z bólu. Bohater spaghetti-westernu nie ma ani przyjaciela ani dziewczyny. Jeśli zwiąże się bliżej z mężczyzną - to tylko w tym celu, aby go pózniej oszukać, zdradzić i podstępnie zamordować; jeżeli spotka kobietę - to tylko po to, aby ją ponizyć, sponiewierać, zbić do utraty przytomności i zgwałcić" &lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;[Czesław Michalski "Western", Wydawnictwa Artystyczne i Filmowe, Warszawa 1972,.s 255] &lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="justify"&gt;Niestety - mimo tego, że w pewnych kręgach uważane jednak za kultowe i ważne - spaghetti westerny do tej pory nie cieszą się uznaniem krytyków, a co gorsza również potencjalnych wydawców. Tytuły, które do tej pory ukazały się w Polsce na DVD, zliczyć można na palcach dwóch rąk. Właściwie są to jedynie westerny Sergia Leone (na szczęście wszystkie, a więc: &lt;em&gt;Za garść dolarów&lt;/em&gt;, &lt;em&gt;Za kilka dolarów więcej&lt;/em&gt;, &lt;em&gt;Dobry, brzydki i zły&lt;/em&gt;, &lt;em&gt;Pewnego razu na dzikim zachodzie&lt;/em&gt;, &lt;em&gt;Garść dynamitu&lt;/em&gt;), poza tym &lt;em&gt;Django&lt;/em&gt; Corbucciego &lt;em&gt;Bóg wybacza – ja nigdy!&lt;/em&gt; (&lt;em&gt;Dio perdona... Io no!&lt;/em&gt;) Colizziego, ewentualnie jeszcze (jeśli w ogóle zaliczyć go do spaghetti) &lt;em&gt;Samuraj i kowboje&lt;/em&gt; (&lt;em&gt;Soleil Rogue&lt;/em&gt;) Younga i... to już chyba wszystko. Dodam tylko, że niektóre z filmów Leone wydane zostały w dwóch wersjach (jednopłytowe i dwupłytowe z dodatkami), a &lt;em&gt;Za garść dolarów&lt;/em&gt; również jako dodatek do gazety (PC World Komputer nr 1/2006). &lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;em&gt;Django&lt;/em&gt; oraz &lt;em&gt;Bóg wybacza – ja nigdy!&lt;/em&gt; wyszły nakładem firmy Polmedia. Świetnie, że pomyślano o tych filmach - bo to przecież świetne filmy - szkoda jednak, że na tym się skończyło. Ostatnio strona www Polmedii nie działa, więc podejrzewam, że niestety zakończyła ona już swoją działalność. Tym bardziej szkoda, bo ich wydania - choć skromne i pozbawione dodatków - były niedrogie i przede wszystkim świetnie zremasterowane. Porównując je do niektórych zachodnich wydań, które udało mi się zakupić, obraz oferowany na tych dwóch DVD jest wręcz znakomity - barwy są nasycone, dźwięk jest dokładny a kadry nie są bezsensownie pourywane. Nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, gdyby nie to, że miałem przyjemność widzieć wyjątkowo dużo wydań (zazwyczaj amerykańskich), które sprawiały wrażenie przegrywanych po raz piąty VHSów zgrywanych z PRO7. Trzeba być naprawdę zdeterminowanym, żeby chcieć coś takiego oglądać. Albo mieć spory sentyment do lat 80., kiedy to koreańskie filmy z niemieckim dubbingiem i domowo wgrywanym lektorem brały szturmem magnetowidy w polskich domach.&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="justify"&gt;Zostało więc jeszcze sporo tytułów do zagospodarowania i jeśli czyta to jakiś ambitny wydawca, niech łaskawie weźmie je pod rozwagę. Z przyjemnością zobaczyłbym porządną, polską edycję takich dzieł jak &lt;em&gt;Sabata&lt;/em&gt;, &lt;em&gt;My name is nobody&lt;/em&gt;, &lt;em&gt;The Great silence&lt;/em&gt;, &lt;em&gt;The Big gundown&lt;/em&gt;, &lt;em&gt;Ace high&lt;/em&gt;, &lt;em&gt;The Mercenary&lt;/em&gt;, &lt;em&gt;They call me Trinity&lt;/em&gt;, &lt;em&gt;Keoma&lt;/em&gt;, &lt;em&gt;Any gun can play&lt;/em&gt;, &lt;em&gt;Massacre time&lt;/em&gt;, żeby tylko wymienić te, które przychodzą mi w tej chwili do głowy. Jestem też przekonany, że ich wydanie niekoniecznie musiałoby się wiązać z biznesowym samobójstwem, bo z pewnością jest wielu widzów, mających w głębokim poważaniu opinie przeróżnych Czesiów Michalskich, dla których spaghetti to kinematograficzna Sodoma, zepsucie i pomiot szatana.&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="justify"&gt;Ps. Już w nastepnym odcinku &lt;em&gt;Death rides a horse&lt;/em&gt;, świetny film, którego również nie znajdziecie w polskich sklepach.&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7862109639781952044-2513695144432508901?l=kowbojezmakaronem.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://kowbojezmakaronem.blogspot.com/feeds/2513695144432508901/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7862109639781952044&amp;postID=2513695144432508901' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7862109639781952044/posts/default/2513695144432508901'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7862109639781952044/posts/default/2513695144432508901'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://kowbojezmakaronem.blogspot.com/2008/03/ze-kino-i-dvd.html' title='Złe kino i DVD'/><author><name>tuco</name><uri>http://www.blogger.com/profile/09666111738386705410</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://bp0.blogger.com/_CORzCDfDl8M/R-QJUyNvO_I/AAAAAAAAAE8/NGElCugC1X8/s72-c/once+upon+a+time.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7862109639781952044.post-4274005711317809861</id><published>2008-03-18T10:17:00.000-07:00</published><updated>2008-03-19T00:11:11.601-07:00</updated><title type='text'>They call me Trinity - najśmieszniejszy duet spaghetti</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;A teraz przyszła pora na Terenca Hilla i Buda Spencera. Spaghetti to przecież nie tylko wiadra krwi, lincze, gwałty i bezwzględni łowcy nagród. Bez obaw, jeszcze sporo slasherów pojawi się na tym blogu. Dzisiaj jednak polecam Twojej uwadze &lt;span style="font-style: italic;"&gt;They call me Trinity&lt;/span&gt; Enzo Barboniego, najsłynniejszy z komediowych westernów wyprodukowanych przez Włochów.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp3.blogger.com/_CORzCDfDl8M/R-AAtP8pgSI/AAAAAAAAAD0/xeZWO7aNbog/s1600-h/trinity+poster.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://bp3.blogger.com/_CORzCDfDl8M/R-AAtP8pgSI/AAAAAAAAAD0/xeZWO7aNbog/s320/trinity+poster.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5179140348851093794" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;They call e Trinity (1970)&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Lo chiamavano Trinità&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Jasne, że na komedię w westernie Włosi nie mieli patentu. W USA w latach 60. i 70. powstało wiele filmów o kowbojach, zdradzających  dużo mniej poważne podejście do gatunku niż w klasycznych dla niego dziełach. Najbardziej przełomowym, a przy tym kasowym, obrazem były &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Płonące siodła&lt;/span&gt; (&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Blazing Saddles&lt;/span&gt;) z 1974 roku. Była to absurdalna komedyjka o czarnym szeryfie, pełna szowinistycznych żartów (tudzież żartów z szowinizmu) i mocno ocierająca się o burleskę. Mel Brooks zaproponował udział w tym filmie samemu Johnowi Wayne'owi, ten jednak odmówił w obawie o własny wizerunek. Życzył jednak podobno reżyserowi powodzenia, zapewniając, że z pewnością odwiedzi kino, bo zapowiada się dobra zabawa. Innego rodzaju wrażenia proponował reżyser Sam Peckinpah w &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Balladzie o Cable'u Hogue'u&lt;/span&gt; (&lt;span style="font-style: italic;"&gt;The ballad of Cable Hogue&lt;/span&gt;). Jego film, choć zabawny i dowcipny, był bardziej refleksyjny, a opowiedziana przez niego historia miała wręcz charakter biblijnej przypowieści.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp2.blogger.com/_CORzCDfDl8M/R-Ayt_8pgVI/AAAAAAAAAEM/B5_WBYhi0Uo/s1600-h/trinity5.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://bp2.blogger.com/_CORzCDfDl8M/R-Ayt_8pgVI/AAAAAAAAAEM/B5_WBYhi0Uo/s320/trinity5.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5179195337317384530" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Enzo Barboni zaczynał jako operator. Był m.in. odpowiedzialny za zdjęcia do &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Django&lt;/span&gt; - odwalił wtedy kawał dobrej roboty. Dopiero potem zajął się kręceniem na własną rękę. Ten urodzony w Rzymie twórca pamiętany jest przede wszystkim za przyczyną mocno slapstickowych komedii z Hillem i Spencerem w rolach głównych. &lt;span style="font-style: italic;"&gt;They Call Me Trinity, Trinity Is STILL My Name!, They Call Me Renegade&lt;/span&gt; i &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Crime Busters&lt;/span&gt; to jego najbardziej znane filmy. Wraz ze zmierzchem mody na spaghetti jego popularność coraz bardziej ograniczała się do Włoch, a jego filmy coraz rzadziej dystrybuowane były poza nimi.  To jednak on wypromował najbardziej znany włoski duet - Hilla i Spencera, europejską odpowiedź na Laurela i Hardy'ego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp2.blogger.com/_CORzCDfDl8M/R-Aym_8pgUI/AAAAAAAAAEE/AH9eyuzJlBY/s1600-h/trinity2.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://bp2.blogger.com/_CORzCDfDl8M/R-Aym_8pgUI/AAAAAAAAAEE/AH9eyuzJlBY/s320/trinity2.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5179195217058300226" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Oczywiście ani Hill ani Spencer nie byli Amerykanami. Pierwszy z nich na prawdę nazywa się Mario Girotti, po połowie Włoch i Niemiec. W Polsce znany głównie z roli Lucky Luke'a w serialu o tym samym tytule. Drugi to Carlo Pedersoli, sympatyczny grubas, który zanim przytył i zaczął występować w filmach, był pływakiem i reprezentował Włochy w trzech kolejnych olimpiadach (w latach 1952, 1956 i 1960). Obaj pierwszy raz spotkali się na planie westernu &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Bóg wybacza, ja nigdy&lt;/span&gt; &lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;strong style="font-weight: normal;" class="title"&gt;(&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Dio Perdona... Io No!&lt;/span&gt;) w 1967 roku, później zagrali także wspólnie z Elim Wallachem (wspaniały Tuco z &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Dobrego, złego i brzydkiego&lt;/span&gt; oraz Calvera z &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Siedmiu wspaniałych&lt;/span&gt;) w &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Ace High&lt;/span&gt; (&lt;/strong&gt;&lt;strong style="font-weight: normal;" class="title"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;I Quattro Dell'Ave Maria&lt;/span&gt;). Dlaczego przybrali angielskojęzyczne pseudonimy? Przyznam szczerze, że nie mam pojęcia. Nie byli jedynymi. Takie pseudonimy przybierali wówczas zarówno aktorzy, jak i reżyserzy (również Barboni podpisany był na "liście płac" kilku filmów jako E. B. Clutcher) i był to swoisty fenomen włoskiego kina, do którego z pewnością jeszcze się odniosę w którymś z kolejnych postów. Z tej całej masy farbowanych Amerykanów, największy rozgłos zyskali jednak Hill i Spencer. Publiczność szybko pokochała ten duet, a aktorzy stali się prawdziwymi gwiazdami, rozpoznawanymi na całym świecie (choć występowali głównie we włoskich produkcjach).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/span&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp2.blogger.com/_CORzCDfDl8M/R-AyX_8pgTI/AAAAAAAAAD8/to6HMU0nfJ8/s1600-h/trinity1.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://bp2.blogger.com/_CORzCDfDl8M/R-AyX_8pgTI/AAAAAAAAAD8/to6HMU0nfJ8/s320/trinity1.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5179194959360262450" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;strong style="font-weight: normal;" class="title"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;They call me Trinity&lt;/span&gt; należy już do późniejszych spaghetti westernów, kręconych po pierwszym zachłyśnięciu się włoskich twórców tego rodzaju estetyką. Dystansowały się one wobec swoich pierwowzorów, nie trzymały się tak kurczowo schematów fabularnych i niosły ze sobą trochę odmienną tematykę. Wśród tematów z jednej strony królowały meksykańskie rewolucje (jak w &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Garści dynamitu&lt;/span&gt; Leone), z drugiej strony niektóre z nich szły w kierunku specyficznego mistycyzmu (jak &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Keoma &lt;/span&gt;Castellariego). Część filmowców zaczęła kręcić dla oszczędności w Izraelu, gdzie powstawały wyjątkowo "biedne" produkcje (jak &lt;span style="font-style: italic;"&gt;God's gun&lt;/span&gt; z Lee Van Cleefem). Film Barboniego wyznaczył jednak zupełnie inny kierunek dla spaghetti - dowcip.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/span&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp0.blogger.com/_CORzCDfDl8M/R-Ay2f8pgWI/AAAAAAAAAEU/b-ZxUO7ASZQ/s1600-h/trinity7.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://bp0.blogger.com/_CORzCDfDl8M/R-Ay2f8pgWI/AAAAAAAAAEU/b-ZxUO7ASZQ/s320/trinity7.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5179195483346272610" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;strong style="font-weight: normal;" class="title"&gt;Film ten to przede wszystkim świetna komedia. Mało tu strzelanin i zabijania, przynajmniej w porównaniu do typowych przedstawicieli nurtu. Zamiast tego widzowi oferuje się dowcipne dialogi i mnóstwo bijatyk. Bijatyki zresztą stały się znakiem rozpoznawczym duetu Spencer i Hill. Zapewne zdecydowali, że potencjał komiczny bijatyki jest dużo większy niż pojedynku rewolwerowego.  Śmieszniej jest, gdy ktoś dostaje patelnią po łbie, niż kulkę w głowę. W &lt;span style="font-style: italic;"&gt;They call me Trinity&lt;/span&gt; potencjał ten został wykorzystany odpowiednio i nieprzesadnie (czego niestety nie można powiedzieć o późniejszych filmach duetu) - choć bicia jest tutaj sporo, nie przytłacza filmu i nie powoduje znużenia u widza.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/span&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp3.blogger.com/_CORzCDfDl8M/R-AzeP8pgYI/AAAAAAAAAEk/MCVjKMcETis/s1600-h/trinity6.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://bp3.blogger.com/_CORzCDfDl8M/R-AzeP8pgYI/AAAAAAAAAEk/MCVjKMcETis/s320/trinity6.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5179196166246072706" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;strong style="font-weight: normal;" class="title"&gt;Komiczny koloryt filmu zasadza się przede wszystkim na konstrukcji dwóch głównych bohaterów. Tytułowy Trinity (Hill) jest najszybszym rewolwerowcem dzikiego zachodu (nazywany jest przez to "prawą ręką Boga"), a przy okazji najbardziej leniwym i niezwykle wyluzowanym. Podobnie jak w &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Django &lt;/span&gt;charakter tytułowego bohatera poznajemy już w pierwszych minutach filmu. Tam Django przy dźwiękach odpowiednio dobranej piosenki ciągnie trumnę przez błota Ameryki, a tutaj główny bohater leży sobie wygodnie (choć ciężko uwierzyć w realność tej wygody) w noszach przymocowanych do siodła konia, który ciągnie te nosze za sobą. Trinity nie przejmuje się niczym - czy koń prowadzi go do wody, czy ciągnie go po suchym piasku, nie wydaje się, żeby bohaterowi sprawiało to jakąkolwiek różnicę. Nic dziwnego, że podróżując w ten sposób, niszczy sobie ubranie, ale to też ma najwyraźniej gdzieś. Jest brudasem i łachmaniarzem. Jego brat Bambino (Spencer) to z kolei koniokrad, który udaje szeryfa. Jest chyba nawet jeszcze bardziej leniwy od Trinitiego, a przy tym wyjątkowo wszystkim znudzony. Odznacza się znaczącą posturą i stalowymi pięściami, a także jest nie gorszym rewolwerwcem od swojego brata (przez co nazywany jest "lewą ręką Boga"). Obaj tworzą zgrany tandem, wdając się w konflikty z miejscowym burmistrzem i meksykańską bandą. Sami nie są wzorem cnót, ale ich wrogowie są dużo gorsi i znęcają się na biednych, religijnych farmerach (wzorowanych trochę na amiszach). Bogobojni farmerzy nie uznają przemocy, w związku z czym nie potrafią się obronić przez najazdami Meksykanów oraz ludzi burmistrza, który chce ich wygonić z ziemi, którą upatrzył dla siebie. Oczywiście w intrygę wmieszają się bracia, a na koniec zafundują wszystkim wielką bijatykę. Jest wesoło i sympatycznie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/span&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp2.blogger.com/_CORzCDfDl8M/R-A0o_8pgZI/AAAAAAAAAEs/q2qaFvghgnk/s1600-h/trinity9.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://bp2.blogger.com/_CORzCDfDl8M/R-A0o_8pgZI/AAAAAAAAAEs/q2qaFvghgnk/s320/trinity9.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5179197450441294226" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;strong style="font-weight: normal;" class="title"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;They call me Trinity &lt;/span&gt;wyróżnia się spośród innych włoskich westernów nie tylko dowcipem i mniejszym natężeniem bezpardonowej przemocy, ale również świetnym aktorstwem zarówno odtwórców głównych ról, jak i pozostałych, drugoplanowych aktorów. Świetnie wypada zwłaszcza pomagier szeryfa Bambino - Jonathan (grany przez Steffena Zachariasa), wypowiadający moją ulubioną kwestię w filmie: "Zanim tu przyjechałeś to było spokojne miasto. Obrzydliwe miasto, ale spokojne". Dobrze jest też nałożony angielski dubbing, co z pewnością pomaga w percepcji filmu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/span&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp3.blogger.com/_CORzCDfDl8M/R-Ay_P8pgXI/AAAAAAAAAEc/xwgvDPfZvI0/s1600-h/trinity8.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://bp3.blogger.com/_CORzCDfDl8M/R-Ay_P8pgXI/AAAAAAAAAEc/xwgvDPfZvI0/s320/trinity8.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5179195633670127986" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7862109639781952044-4274005711317809861?l=kowbojezmakaronem.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://kowbojezmakaronem.blogspot.com/feeds/4274005711317809861/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7862109639781952044&amp;postID=4274005711317809861' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7862109639781952044/posts/default/4274005711317809861'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7862109639781952044/posts/default/4274005711317809861'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://kowbojezmakaronem.blogspot.com/2008/03/they-call-me-trinity-najmieszniejszy.html' title='They call me Trinity - najśmieszniejszy duet spaghetti'/><author><name>tuco</name><uri>http://www.blogger.com/profile/09666111738386705410</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://bp3.blogger.com/_CORzCDfDl8M/R-AAtP8pgSI/AAAAAAAAAD0/xeZWO7aNbog/s72-c/trinity+poster.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7862109639781952044.post-1255748208340018675</id><published>2008-03-09T14:11:00.000-07:00</published><updated>2008-03-14T02:49:59.669-07:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='corbucci'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='django'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='spaghetti'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='nero'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='western'/><title type='text'>Django - spaghetti in full effect</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Kłócić się z opinią, że Leone był najwybitniejszym z makaronowych westernowców, nie ma sensu, a ja nie mam tutaj ochoty na kontrowersje. Próby dowodzenia, że jest inaczej, mogłyby się skończyć podobnym skutkiem, jaki przynoszą poglądy kreacjonistów, scjentologów i członków Kościoła Jedi. Śmiechem. Nie zmienia to jednak faktu, że poza Leone było wśród Włochów kilku innych reżyserów, robiących niezłe filmy o kowbojach. Jednym z nich był Sergio Corbucci, który w pewnym momencie swojej kariery stworzył dwa nieprzecenialne dzieła - &lt;/span&gt;&lt;span style="font-style: italic; font-weight: bold;"&gt;Django &lt;/span&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;oraz &lt;/span&gt;&lt;span style="font-style: italic; font-weight: bold;"&gt;The Great Silence&lt;/span&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt; (&lt;/span&gt;&lt;span style="font-style: italic; font-weight: bold;"&gt;Il Grande Silenzio&lt;/span&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;). Dziś kilka słów o &lt;/span&gt;&lt;span style="font-style: italic; font-weight: bold;"&gt;Django&lt;/span&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;, bo jeśli chodzi o potencjał inspirowania, konkurować z nim może jedynie omówiony poprzednio &lt;/span&gt;&lt;span style="font-style: italic; font-weight: bold;"&gt;Za Garść Dolarów&lt;/span&gt;.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp0.blogger.com/_CORzCDfDl8M/R9bz1_8pgHI/AAAAAAAAACY/FFK1edTzsvE/s1600-h/django14.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://bp0.blogger.com/_CORzCDfDl8M/R9bz1_8pgHI/AAAAAAAAACY/FFK1edTzsvE/s320/django14.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5176592930733391986" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;&lt;br /&gt;Django (1966)&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;O &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Django &lt;/span&gt;wspominałem już w poprzednich wpisach. Nie bez kozery. &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Django &lt;/span&gt;to bowiem spaghetti w pełnym wymiarze i w pełnej krasie. Spaghetti zupełne i skończone. Wszystkie ważne elementy gatunku zachowane są tutaj w odpowiednich proporcjach, a sam film można by umieścić w podparyskim Sèvres jako wzór. Django w swojej klasie to po prostu film idealny. Z pewnością nie bezbłędny, ale to w tym przypadku nie ma żadnego znaczenia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp3.blogger.com/_CORzCDfDl8M/R9ldm_8pgPI/AAAAAAAAADY/3G-i7LAbE9E/s1600-h/django2.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://bp3.blogger.com/_CORzCDfDl8M/R9ldm_8pgPI/AAAAAAAAADY/3G-i7LAbE9E/s320/django2.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5177272171221319922" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Sergio Corbucci, zanim sam zaczął kręcić, był krytykiem filmowym i wyzłośliwiał się na cudzych dziełach. Podobnie swoją przygodę z kinem rozpoczynał między innymi Dario Argento, możnaby więc pomyśleć, że pewnie tak wyglądała włoska szkoła, by najpierw być Zoilem, by później zostać Homerem. Przed &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Django &lt;/span&gt;Corbucci zrobił kilka innych westernów, z których chyba najlepiej znany jest &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Minnesota Clay&lt;/span&gt; oraz &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Navajo Joe&lt;/span&gt;. &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Django &lt;/span&gt;był jednak z pewnością momentem granicznym w jego karierze. Właśnie ten film spowodował, że reżyser zaczął być porównywany do Leone i stawiany obok niego w roli fundamentu spaghetti. Jeden Sergio od drugiego różnił się stylem oraz podejściem do uprawianego gatunku. Corbucci był zdecydowanie bardziej zdystansowany wobec westernu, a filmy takie jak &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Django &lt;/span&gt;i przede wszystkim późniejsze komediowe produkcje z Terencem Hillem zawierały silne akcenty parodystyczne. Z kolei &lt;span style="font-style: italic;"&gt;The Great Silence&lt;/span&gt; to solidny antywestern, będący polemiką z hołdowanym przez Leone wizerunkiem łowców nagród. Do tego filmu z pewnością jeszcze wrócę, ponieważ to niezwykle oryginalny film nie tylko dla gatunku, ale i w ogóle. Z kolei takimi utworami jak &lt;span style="font-style: italic;"&gt;The Mercenary&lt;/span&gt; (1968) i &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Companeros &lt;/span&gt;(1970)  Corbucci godnie wpisał się w nurt westernu rewolucjonistycznego, odnoszącego się do szeregu wojen domowych mającycych miejsce w Meksyku na początku XX wieku. Nad dziełami tymi unosi się nie tylko duch nieśmiertelnego Pancho Villi, ale i fascynacja ideą przewrotu antykapitalistycznego. Corbucci był przecież zadeklarowanym komunistą. W latach 70. i 80. włoski reżyser odszedł od konwencji westernu i dał się przede wszystkim poznać jako twórca popularnych na Półwyspie Apenińskim komedii. Nieszczególnie znam te filmy, ale też nie cieszą się one specjalną estymą wśród "znawców" kina (czyli nie mogą być takie złe, jak je malują). Zmarły w 1990 roku Corbucci pamiętany jest jednak przede wszystkim za swój wkład w euro western.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp0.blogger.com/_CORzCDfDl8M/R9bzh_8pgGI/AAAAAAAAACQ/XGUFVcYsZUE/s1600-h/corbucci.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://bp0.blogger.com/_CORzCDfDl8M/R9bzh_8pgGI/AAAAAAAAACQ/XGUFVcYsZUE/s320/corbucci.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5176592587136008290" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Wróćmy jednak do Django. Co czyni ten film tak niezwykłym?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po pierwsze i przede wszystkim bohater. Niewątpliwie stanowi on odpowiedź na Bezimiennego granego przez Eastwooda w filmach Leone. Ale gdzież tam Bezimiennemu do Django? W rolę Django wcielił się Franco Nero, o którym Corbucci mówił, że jest dla niego tym samym, co John Wayne do Johna Forda i Eastwood dla Leone. Corbucci w ogóle dużo rzadziej korzystał z amerykańskich aktorów niż jego włoski rywal, który w każdym swoim filmie posiłkował się importem. Jeśli dobrze pamiętam, jedynie w &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Navajo Joe&lt;/span&gt; pokazał się Burt Reynolds, a i to przez przypadek, bo Reynolds podpisując kontrakt myślał, że chodzi o tego drugiego Sergia (podobno to czysta prawda). Ale Corbucci dobrze sobie radził bez Amerykanów. Franco Nero jest w swojej roli niesamowity. Jego gra i wygląd stanowią wielki atut filmu. Niby podobnie oszczędnie gospodaruje środkami wyrazu jak sam Eastwood, ale postać grana przez Nero jest dużo bardziej chmurna, niejednoznaczna i zaznaczona cierpieniem. Django kieruje się zemstą, choć nie do końca sprecyzowano, za co się mści. Jego motywy więc, choć tajemnicze, dodają mu tragizmu. Zresztą to i tak nieistotne. Bo przede wszystkim Django jest posiadaczem trumny, którą targa wszędzie za sobą. Film się zaczyna w momencie, kiedy - przy taktach niby-Presleyowskiej muzyki - Django maszeruje w błocie, ciągnąc za sobą drewnianą trumnę. Co do licha w niej trzyma? Genialny, komiksowy pomysł. Już tylko za tę trumnę film zasługuje na najwyższe noty. Django jednak nie jest grabarzem. Jest wybitnym rewolwerowcem, używa też karabinu maszynowego, potrafi rozwalić 40 osób w dwie minuty, dobrze się bije, wypowiada się krótko i treściwie, no i nieźle kombinuje. Kobiety traktuje swoiście - najpierw jedną (Marię) ratuje, a potem wykorzystuje cynicznie dla własnych celów. Ale potem znowu ratuje. Łobuziak.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp0.blogger.com/_CORzCDfDl8M/R9hThf8pgJI/AAAAAAAAACo/d0CWYGE7hBU/s1600-h/django4.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://bp0.blogger.com/_CORzCDfDl8M/R9hThf8pgJI/AAAAAAAAACo/d0CWYGE7hBU/s320/django4.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5176979606639050898" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Postać Django, kiedy tylko się pojawiła na ekranach, zrobiła wielką furorę. Niestety filmu nie wyświetlano w USA, a angielski dubbing zrobiono długo po włoskiej premierze (o prawo do dystrybucji podobno starał się nawet Jack Nicholson). Co jednak najbardziej ciekawe, stylowość i oryginalność głównego bohatera była tak stymulująca dla widzów i producentów, że powstało kilkadziesiąt (!) przeróżnych remake'ów, sequelów lub po prostu filmów, w których głównym bohaterem jest Django. Cztery z nich powstały jeszcze w tym samym roku, co pierwowzór. Nawet James Bond nie jest w stanie pochwalić się takim dorobkiem. Z wszystkich tych filmów warto wspomnieć &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Django Kill... If You Live, Shoot!&lt;/span&gt; (z Tomasem Milianem) oraz &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Viva Django!&lt;/span&gt; (z Terencem Hillem). Jedyną oficjalną kontynuację oryginału stanowi &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Django Strikes Again!&lt;/span&gt; z 1987 roku, w którym w roli podtarzałego bohatera ponownie wystąpił Nero. Natomiast w 2007 roku na ekranach kin (nie polskich) pojawił się obraz &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Sukiyaki Western: Django &lt;/span&gt;nakręcony przez japońskiego reżysera (z japońskimi aktorami) Takashi Miike. Przeniósł on bohatera w realia starożytnej Japonii, a w jedną z drugoplanowych ról wcielił się sam Quentin Tarantino.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp3.blogger.com/_CORzCDfDl8M/R9hVAP8pgLI/AAAAAAAAAC4/Turv7M1zdc4/s1600-h/sukiyaki-django-01.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://bp3.blogger.com/_CORzCDfDl8M/R9hVAP8pgLI/AAAAAAAAAC4/Turv7M1zdc4/s320/sukiyaki-django-01.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5176981234431656114" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;To tyle o samej postaci Django. Ale przecież to nie wszystko. Drugim istotnym elementem jest klimat filmu. Jego konstrukcja jest prosta, ale cudowna. Zasadza się bowiem na wykorzystaniu w hurtowych ilościach błota. Błotem ochlapane jest tutaj wszystko. Począwszy od butów i prochowca głównego bohatera, poprzez trumnę, innych bohaterów, a kończąc na filmowym miasteczku, które wręcz w nim tonie. Nawet kurwy taplają się tutaj w błocie. Swoją drogą w mieście mieszkają tylko one i barman, co przydaje wszechogarniającej stęchliznie klaustrofobii. Django to z pewnością najbardziej zabłocony western w historii gatunku.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp0.blogger.com/_CORzCDfDl8M/R9hTLf8pgII/AAAAAAAAACg/xShRDWDTTK8/s1600-h/django11.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://bp0.blogger.com/_CORzCDfDl8M/R9hTLf8pgII/AAAAAAAAACg/xShRDWDTTK8/s320/django11.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5176979228681928834" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp3.blogger.com/_CORzCDfDl8M/R9hU6P8pgKI/AAAAAAAAACw/w0tg3Nlzp2Q/s1600-h/django7.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://bp3.blogger.com/_CORzCDfDl8M/R9hU6P8pgKI/AAAAAAAAACw/w0tg3Nlzp2Q/s320/django7.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5176981131352440994" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Trzecim elementem jest fabuła. Prosta i zupełnie niekonsekwentna. Wszystko opiera się na zemście, ale kto wyjaśni, dlaczego główny bohater nie zabija swojego antagonisty już w 15 minucie filmu, kiedy po raz pierwszy trzyma go na muszce? Czemu nie zabija go kwadrans później, kiedy znowu ma okazję? Dlaczego nie zabija go również za trzecim razem, tylko dopiero wtedy, kiedy ma z tym największy kłopot (połamane ręce)? Wrogiem Django jest Major Jackson, który prawdopodobnie wyrządził jakąś krzywdę poprzedniej ukochanej rewolwerowca. Jackson jest przykrym typem, bo do tego jest totalnym rasistą i nienawidzi Meksykanów (co nie przeszkadza mu, nie wiedzieć czemu, w połowie filmu przyłączyć się do meksykańskiej armii), których konsekwentnie eksterminuje. Jego ludzie noszą czerwone chusty i czerwone worki na głowach, palą krzyże i są dość oczywistym nawiązaniem do ku-klux-klanu. Te ich worki na głowach robią mocne wrażenie, ale są jedynie efektem tego, że Corbucci część statystów musiał "pozbawić twarzy", ponieważ grali podwójne role. W tym członków drugiej bandy trzęsącej miastem - meksykańskich rewolucjonistów. Z tymi Django z początku trzyma, ale potem próbuje im wyciąć numer, co kończy się tym, że wymierzają na nim dość brutalną karę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp3.blogger.com/_CORzCDfDl8M/R9lcL_8pgNI/AAAAAAAAADI/QCoRFjUl134/s1600-h/django12.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://bp3.blogger.com/_CORzCDfDl8M/R9lcL_8pgNI/AAAAAAAAADI/QCoRFjUl134/s320/django12.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5177270607853224146" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;W ogóle brutalności w tym filmie jest od groma. I to jest czwarty element. Corbucci miał duże problemy z cenzorami, którzy kazali mu ciąć film jak sałatę. Scena z odcinanym uchem przeszła ponoć tylko dlatego, że reżyser, jak twierdził, zapomniał o jej usunięciu. Z moich obliczeń wynika, że w w filmie ginie ok. 120 osób, oczywiście połowa z ręki Django. Ilość trupów przełożyła się niestety na kłopoty z dystrybucją filmu i w wielu krajach film właśnie z tego powodu nie był wyświetlany (podobne problemy miały niektóre późniejsze dzieła reżysera).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp2.blogger.com/_CORzCDfDl8M/R9ldPv8pgOI/AAAAAAAAADQ/kSB95I_frAA/s1600-h/django8.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://bp2.blogger.com/_CORzCDfDl8M/R9ldPv8pgOI/AAAAAAAAADQ/kSB95I_frAA/s320/django8.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5177271771789361378" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;No i jest jeszcze muzyka Luisa Enrique Bacalova. Dobrze wpisuje się w klimat filmu, ale nie o to chodzi. Chodzi przede wszystkim o tytułową piosenkę wyśpiewaną ala stary Elvis (z okresu, kiedy śpiewał do kotleta w Las Vegas) i rozpoczynającą oraz kończącą film. Świetny motyw - ta piosenka wraz z Django ciągnącym trumnę jest jak wyjęta z filmów Tarantino. Podejrzewam, że Django był ogromną inspiracją dla reżysera Pulp Fiction w jego filmowych zabawach z muzyką pop.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp1.blogger.com/_CORzCDfDl8M/R9leJf8pgQI/AAAAAAAAADg/vaVzCRKezWc/s1600-h/django+soundtrack.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://bp1.blogger.com/_CORzCDfDl8M/R9leJf8pgQI/AAAAAAAAADg/vaVzCRKezWc/s320/django+soundtrack.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5177272763926806786" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Trzeba jeszcze dodać, że film ma niesamowite tempo i ogląda się go wyśmienicie. Jest tu kilka scen wbijających w ziemię. O początkowych sekwencjach filmu już wspominałem. Ale później nie jest gorzej. Mamy Majora Jacksona dla zabawy strzelającego do meksykańskich chłopów jak do kaczek. Mamy scenę, kiedy Django pokazuje, co nosi w trumnie, a zaraz potem funduje krwawą łaźnię rasistom Jacksona. Mamy scenę z odcinanym uchem. Mamy scenę, kiedy Django traci sprawność w dłoniach. No i mamy scenę finałową, w której Django mimo braku tej sprawności i tak daje sobie radę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp1.blogger.com/_CORzCDfDl8M/R9lbjf8pgMI/AAAAAAAAADA/c-G7UMKBxTg/s1600-h/django13.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://bp1.blogger.com/_CORzCDfDl8M/R9lbjf8pgMI/AAAAAAAAADA/c-G7UMKBxTg/s320/django13.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5177269912068522178" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Jeśli jeszcze nie widziałeś tego filmu, to jest ku temu dobra okazja, bo od jakiegoś roku jest dostępny również w Polsce na DVD. Niestety jest to wersja z angielskim dubbingiem, który wypada dość blado na tle oryginalnej ścieżki dźwiękowej. Nie dość, że kwestie bohaterów są tutaj dużo mniej wyraziste, to jeszcze wypowiadane są trochę beznamiętnie. Dlatego polecam raczej wersję włoską.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp2.blogger.com/_CORzCDfDl8M/R9le-v8pgRI/AAAAAAAAADo/7ClgZFwwKt8/s1600-h/django+dvd.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://bp2.blogger.com/_CORzCDfDl8M/R9le-v8pgRI/AAAAAAAAADo/7ClgZFwwKt8/s320/django+dvd.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5177273678754840850" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style=""&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7862109639781952044-1255748208340018675?l=kowbojezmakaronem.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://kowbojezmakaronem.blogspot.com/feeds/1255748208340018675/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7862109639781952044&amp;postID=1255748208340018675' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7862109639781952044/posts/default/1255748208340018675'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7862109639781952044/posts/default/1255748208340018675'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://kowbojezmakaronem.blogspot.com/2008/03/django-spaghetti-in-full-effect.html' title='Django - spaghetti in full effect'/><author><name>tuco</name><uri>http://www.blogger.com/profile/09666111738386705410</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://bp0.blogger.com/_CORzCDfDl8M/R9bz1_8pgHI/AAAAAAAAACY/FFK1edTzsvE/s72-c/django14.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7862109639781952044.post-184616531540427539</id><published>2008-03-06T08:15:00.000-08:00</published><updated>2008-03-18T10:11:52.670-07:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='eastwood'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='dollars'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='spaghetti'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='garść'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='fistful'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='western'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='dolarów'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='leone'/><title type='text'>Początek (Za garść dolarów)</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Chwilę (niezbyt długą) zastanawiałem się, od jakiego filmu powinienem zacząć. Myślałem o różnych, alternatywnych rozwiązaniach, ale w końcu doszedłem do wniosku, że nie zawsze "oczywiste" oznacza "złe" i że nie zawsze wskazane jest silenie się na innowacyjność. Jest więc tylko jeden właściwy, ponieważ to od niego wszystko się rozpoczęło. A FISTFUL OF DOLLARS.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp1.blogger.com/_CORzCDfDl8M/R9PW6_8pf-I/AAAAAAAAABQ/7nPEVYwqVz8/s1600-h/za+garsc+plakat.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://bp1.blogger.com/_CORzCDfDl8M/R9PW6_8pf-I/AAAAAAAAABQ/7nPEVYwqVz8/s320/za+garsc+plakat.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5175716705865400290" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Per un pugno di dollari (1964)&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;A fistful of dollars&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Za garść dolarów&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Sergio Leone miał trochę pecha w związku z tym filmem. Albo po prostu boleśnie zderzył się z realiami. Z początku bowiem planował powierzyć główną rolę Henry'emu Fondzie, ten jednak okazał się zbyt kosztowny, jak na skromny budżet, jakim Leone dysponował. Z tego samego powodu otrzymał również rekuzę ze strony Jamesa Coburna i Charlesa Bronsona. Udział tej trójki dla koncepcji Leone musiał być naprawdę istotny, skoro kilka lat później, mając już w kieszeni lukratywne kontrakty z amerykańskimi wytwórniami (Paramount Pics., MGM), zatrudnił przy swoich produkcjach każdego z nich. Bronson z Fondą wystąpili w &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Once Upon A Time In The West&lt;/span&gt;, a Coburn pojawił się w &lt;span style="font-style: italic;"&gt;A Fistful Of Dynamite&lt;/span&gt;.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Włoski reżyser bardzo jednak chciał, by w jego debiutanckim filmie wystąpił amerykański aktor. Chciał aktora kojarzącego się z westernem, nie stać go jednak było na zatrudnienie prawdziwej kinowej gwiazdy. Dlatego też musiał poszukać gdzie indziej. Jeśli więc nie kino, to telewizja. W tym czasie, na początku lat 60., western w USA był już gatunkiem o sporej historii i tradycji, zdążył też okrzepnąć i, niestety, poddać się pewnej dewaluacji. Polegała ona na tym, że western stał się gatunkiem telewizyjnym - bezpieczną rozrywką dla amerykańskich rodzin.  Produkowano dużą ilość familijnych serialii westernowych, między innymi popularną w Polsce &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Bonanzę&lt;/span&gt;. Jednym z występujących w nich aktorów był niejaki Clint Eastwood. Brał on udział w serialu &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Rawhide&lt;/span&gt;, wystąpił również w kilku odcinkach &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Maverick &lt;/span&gt;a nawet pamiętnego &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Mr Ed&lt;/span&gt; (&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Koń, który mówi&lt;/span&gt;) . W 1964 roku z pewnością przeżywał artystyczny impas - jego aktorskie zadania nie były specjalnie wymagające, a o jedynym kinowym filmie, w którym zagrał główną rolę (&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Zasadzka w&lt;/span&gt; &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Cimmaron Pass&lt;/span&gt;), sam nie wyrażał się zbyt pochlebnie. Nagrał nawet kilka piosenek (m.in. do serialu &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Rawhide&lt;/span&gt;), co tylko dowodzi, że sam nie miał na siebie w tym czasie dobrego pomysłu. Jego kariera z pewnością nie rokowała dobrze, tym bardziej, że dawno już przekroczył "trzydziestkę", i obrót spraw nie zapowiadał późniejszej międzynarodowej sławy. I wtedy właśnie w życiu Eastwooda pojawił się Sergio Leone, proponując aktorowi mało pochlebną sumę 15 000 dolarów za udział w filmie. Jako, że &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Rawhide &lt;/span&gt;miało przerwę, Eastwood postanowił zaryzykować.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp0.blogger.com/_CORzCDfDl8M/R9QDaf8pgFI/AAAAAAAAACI/XygENIk__GU/s1600-h/joe4.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://bp0.blogger.com/_CORzCDfDl8M/R9QDaf8pgFI/AAAAAAAAACI/XygENIk__GU/s320/joe4.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5175765625542901842" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Warunki pracy z pewnością nie były dla Eastwooda komfortowe. Zdjęcia kręcone były w hiszpańskiej Almerii, a amerykański aktor był jedyną osobą na planie, która znała język angielski. Zapewne czuł się, jakby się znalazł na wieży Babel, ponieważ ekipa była międzynarodowa, a co za tym idzie - wielojęzykowa. Ciężko sobie wyobrazić jak ci wszyscy włosi, hiszpanie, niemcy i jeden amerykanin w ogóle byli w stanie się porozumieć. Mimo to powstał film wybitny i wyjątkowo wpływowy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Historia, którą Leone zaczerpnął wprost z &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Yojimbo &lt;/span&gt;Akiro Kurosawy, była z jednej strony po westernowemu prosta, a z drugiej - zupełnie niewesternowo - niejednoznaczna moralnie. Nie odnajdziemy tutaj żadnych binarnych opozycji w kwestii rozgraniczenia pomiędzy złymi i dobrymi. Człowiek bez imienia (w końcowych napisach oznaczony jako "Joe"), którego wspaniale surowo odegrał Eastwood,  nie jest herosem bez skazy. Wręcz przeciwnie. Jest utalentowanym cwaniakiem. Owszem, miesza szyki złym, ale nie stoi za tym mieszaniem żadna szczytna idea. Raczej zwietrzył okazję do zarobienia tytułowej garści dolarów, a jeśli komuś pomaga (czasem jednak pomaga), to robi to przy okazji własnych interesów lub z kaprysu. Postępuje zgodnie z zasadą "dziel i rządź", w związku z czym bierze pieniądze od każdej ze stron konfliktu, jednocześnie skłócając je jeszcze bardziej. Z dużą, sadystyczną satysfakcją obserwuje jak wykańczają się nawzajem - nawet kiedy musi już salwować się ucieczką, nie odmawia sobie przyjemności obejrzenia z ukrycia, jak jeden gang ostatecznie rozprawia się z drugim. I najwyraźniej cieszy go własne dzieło.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp0.blogger.com/_CORzCDfDl8M/R9P1cv8pgBI/AAAAAAAAABo/zl82vwXy-tY/s1600-h/joe+and+silvanito.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://bp0.blogger.com/_CORzCDfDl8M/R9P1cv8pgBI/AAAAAAAAABo/zl82vwXy-tY/s320/joe+and+silvanito.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5175750271034818578" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Pewnego dnia samotny jeździec - człowiek bez imienia pojawia się w przygranicznym mieście rządzonym przez dwa gangi. Jeden tworzony jest przez braci Rojos, a drugi to klan Baxterów. Opozycja pomiędzy nimi została podkreślona kolorem skóry antagonistów - pierwsi to Meksykanie, a drudzy - Jankesi. Już na samym początku filmu główny bohater zostaje zaatakowany przez Baxterów, co owocuje jedną z najbardziej znanych i dowcipnych w historii gatunku sceną. Baxterowie strzelają pod kopyta muła, płosząc przerażone zwierze i pozbawiając jeźdźca środka transportu. Po chwili nieznajomy przychodzi do wesołych rewolwerowców sugerując, że ci powinni przeprosić muła. "Skecz z mułem" to bez wątpienia mocny akcent na początek.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp1.blogger.com/_CORzCDfDl8M/R9QC8v8pgEI/AAAAAAAAACA/MVrfRC-79Z8/s1600-h/joe+baxters.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://bp1.blogger.com/_CORzCDfDl8M/R9QC8v8pgEI/AAAAAAAAACA/MVrfRC-79Z8/s320/joe+baxters.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5175765114441793602" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=ADzFve-tKnU&amp;amp;feature=related"&gt;http://www.youtube.com/watch?v=ADzFve-tKnU&amp;amp;feature=related&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Ważną postacią w westernie jest Silvanito - barman, który świenie orientuje się w sytuacji i jest dla Bezimiennego źródłem informacji. Oprócz niego miasto zamieszkiwane jest jeszcze przez grabaża Pripero i rodzinę porwanej przez Ramona Rojo (w tej roli genialnie dziki Gian Maria Volente) Marisol. I to właściwie, poza toczącymi swoje boje gangami, wszyscy mieszkańcy San Miguel. To "wyludnienie" odbija się na klimacie filmu, tworząc obraz miasta opuszczonego i zapomnianego, w którym nic nie może przeszkodzić panoszącemu się złu. Taki pomysł fabularny był później wielokrotnie powtarzany, by wspomnieć tylko &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Django &lt;/span&gt;Corbucciego - pokazanego tam miasta prócz barmana i kurew nie zamieszkiwał zupełnie nikt. W dodatku San Miguel to nie jest urzekające urodą Rio Bravo - spieczone słońcem, zakurzone, pełne brzydkich niskich budynków, prawie lepianek.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp2.blogger.com/_CORzCDfDl8M/R9PzaP8pgAI/AAAAAAAAABg/NXLBFqebqXA/s1600-h/sanmiguel.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://bp2.blogger.com/_CORzCDfDl8M/R9PzaP8pgAI/AAAAAAAAABg/NXLBFqebqXA/s320/sanmiguel.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5175748029061890050" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Widać, że Leone świetnie bawił się westernowymi schematami znanymi z filmów choćby Johna Forda. Wykorzystuje elementy składowe klasycznego westernu, jednak w tworzonej przez niego mozajce nabywają zupełnie innego znaczenia. Weźmy głównego bohatera - od początku wiadomo, że będzie musiał zmierzyć się ze "złymi", jednak czy rozstrzygnięcie sprawi, że życie w mieście stanie się bardziej znośnym? Wszak jedyne do czego doprowadza Bezimienny to totalna eskalacja konfliktu, a jedynym wymiernym efektem jego przyjazdu jest zwiększenie zapotrzebowania na trumny. Jedynymi niewinnymi, których życie będzie lepsze, to Marisol, jej mąż i synek Jesus, którym Bezimienny pomaga w przypływie niespodziewanej empatii. Swoją drogą fakt tej pomocy i jej zobrazowanie nasuwa wręcz biblijne skojarzenia.  Mały Jesus (Jesus!) i jego rodzice uciekający na piechotę z miasta są jak trawestacja świętej rodziny. A w takim razie Bezimienny staje się Archaniołem Gabrielem, tyle że mocno kuriozalnym.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp2.blogger.com/_CORzCDfDl8M/R9P86P8pgCI/AAAAAAAAABw/qGtLOQj6yxs/s1600-h/ramon.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://bp2.blogger.com/_CORzCDfDl8M/R9P86P8pgCI/AAAAAAAAABw/qGtLOQj6yxs/s320/ramon.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5175758474422353954" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Filmowi bohaterowie są narysowani tak ostrymi krawędziami, że sprawiają wrażenie wręcz komiksowych. Komiksowa jest mimika aktorów, wypowiadane przez nich kwestie oraz wygląd. Emploi Clinta Eastwooda jest tutaj tak wyraziste, że solidnie wrosło w westernową ikonografię. Schemat twardego i zdystansowanego do rzeczywistości bohatera był później wielokrotnie powielany, zarówno w amerykańskich już filmach Eastwooda, jak i w kolejnych spaghetti westernach. Równie istotny jest wygląd Bezimiennego - ubrany w ponczo i skórzaną kurtkę, z nieodłącznym cygarem i grymasem na twarzy. Grymas ten był ponoć efektem tego, że Eastwood nigdy wcześniej nie palił i nikotynowy dym nie sprawiał mu w związku z tym większej przyjemności.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Charaktersytczny wygląd Eastwooda skopiowany został niemal idealnie w &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Massacre Time&lt;/span&gt; (&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Tempo di Massacro&lt;/span&gt;), w którym Franco Nero nie tylko grał bardzo podobną rolę, ale nosił wręcz identyczną kurtkę.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp3.blogger.com/_CORzCDfDl8M/R9Pxef8pf_I/AAAAAAAAABY/Jd-l1nJMd6s/s1600-h/massacre+nero.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://bp3.blogger.com/_CORzCDfDl8M/R9Pxef8pf_I/AAAAAAAAABY/Jd-l1nJMd6s/s320/massacre+nero.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5175745903053078514" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Z kolei w trzeciej (westernowej) części &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Powrotu do przyszłości &lt;/span&gt;(&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Back To The Future Part III&lt;/span&gt;) nastoletni Marty nie dość, że przedstawia się jako Clint Eastwood, to na dodatek kopiuje pomysł Bezimiennego na "kamizelkę kuloodporną".&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp2.blogger.com/_CORzCDfDl8M/R9QAr_8pgDI/AAAAAAAAAB4/_GlvZbcBrLw/s1600-h/back_to_the_future_part_iii.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://bp2.blogger.com/_CORzCDfDl8M/R9QAr_8pgDI/AAAAAAAAAB4/_GlvZbcBrLw/s320/back_to_the_future_part_iii.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5175762627655729202" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Warto oczywiście wspomnieć jeszcze o nastrojowej i melancholijnej muzyce Ennio Morricone. Choć jest konwencjonalna i wyraźnie ociera się o kicz, trudno jej odmówić dużej urody i silnego wpływu na percepcję obrazu. Idealnie wpasowana jest bowiem w długie ujęcia, charakterystyczne również dla późniejszych filmów Leone, a w tym czasie budzące wśród krytyki wrażenie dziwaczności. Stosując takie środki, reżyser niemożliwie rozwlekł niektóre sceny, między innymi długo filmując twarze rewolwerowców przed rozpoczęciem pojedynku. Prawdopodobnie w przypadku innego twórcy takie rozwiązanie przyniosłoby się artystyczną klęskę, jednak Leone czyni z niego swój wielki atut. Oczywiście pomaga w tym muzyka, a niektóre sceny są jakby wręcz pod nią układane. Co ciekawe, z początku Leone wcale nie chciał współpracy z Morricone, ponieważ dotychczasowe osiągnięcia kompozytora nie wprawiały go wcale z zachwyt. Włoski reżyser szybko zmienił zdanie, a Morricone uczestniczył od tej pory we wszystkich większych projektach Leone.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Za garść dolarów &lt;/span&gt;rozpoczęło nieformalną "dolarową trylogię", której kolejnymi odsłonami było &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Za kilka dolarów więcej &lt;/span&gt;(&lt;span style="font-style: italic;"&gt;For a few dollars more&lt;/span&gt;) oraz &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Dobry, zły i brzydki&lt;/span&gt; (&lt;span style="font-style: italic;"&gt;The good, the bad and the ugly&lt;/span&gt;). Bez żadnego z tych trzech filmów trudno wyobrazić sobie historię westernu.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7862109639781952044-184616531540427539?l=kowbojezmakaronem.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://kowbojezmakaronem.blogspot.com/feeds/184616531540427539/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7862109639781952044&amp;postID=184616531540427539' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7862109639781952044/posts/default/184616531540427539'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7862109639781952044/posts/default/184616531540427539'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://kowbojezmakaronem.blogspot.com/2008/03/pocztek-za-gar-dolarw.html' title='Początek (Za garść dolarów)'/><author><name>tuco</name><uri>http://www.blogger.com/profile/09666111738386705410</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://bp1.blogger.com/_CORzCDfDl8M/R9PW6_8pf-I/AAAAAAAAABQ/7nPEVYwqVz8/s72-c/za+garsc+plakat.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7862109639781952044.post-6175837207896295529</id><published>2008-03-06T04:16:00.000-08:00</published><updated>2008-03-06T05:43:10.680-08:00</updated><title type='text'>Howdie!</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp0.blogger.com/_CORzCDfDl8M/R8_0D-dsdnI/AAAAAAAAAAc/Mc3cxnwysts/s1600-h/django.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://bp0.blogger.com/_CORzCDfDl8M/R8_0D-dsdnI/AAAAAAAAAAc/Mc3cxnwysts/s320/django.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5174622846016321138" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;&lt;br /&gt;Skoro to mój pierwszy post na tym blogu, powinienem jakoś ładnie i zachęcająco zacząć. No to może zacznę.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;Ten blog - mam nadzieję, że jego nazwa nie jest nazbyt enigmatyczna - poświęcony będzie spaghetti westernom. Spaghetti westerny to w mojej skromnej opinii największy fenomen w historii kina. Pojawił się nagle, zupełnie niespodziewanie i funkcjonował przez jakieś 10 lat z okładem, stanowiąc inspirację nie tylko dla twórców kojarzonych z gatunkiem, ale również dla tych, którzy niewiele mieli z nim wspólnego. Od drugiej połowy lat 60. aż do połowy lat 70. (mniej-więcej, oczywiście) powstało ok. 300 westernów zaliczanych do nurtu spaghetti. Jest to liczba, która przynajmniej na mnie robi wrażenie. Moją życiową ambicją jest obejrzenie każdego z tych filmów. Moje odkrycia będę opisywał właśnie tutaj, mając nadzieję, że kogoś to zainteresuje, zachęci, a może i przekona. Zdaję sobie sprawę, że spaghetti westerny nie są kojarzone z kinem wybitnym i wartościowym. Jest to jednak krzywdzący stereotyp, zupełnie nieoddający prawdy o tym gatunku. A obfitował on przecież w dzieła wielkie, znaczące i inspirujące. Niektóre z nich są bezsprzecznymi kamieniami milowymi w historii kina, creme de la creme, kanonem i obowiązkową lekturą dla każdego mieniącego się znawstwem widza. Nie możesz nie zobaczyć &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Pewnego razu na dzikim zachodzie&lt;/span&gt; i uchodzić za kinomana. Nie możesz nie zobaczyć &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Django &lt;/span&gt;i uważać się za mojego kolegę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Fenomenalność gatunku wcale jednak nie zasadza się na jego najwybitniejszych wytworach. Chodzi tutaj raczej o specyficzny sznyt, oryginalny styl, wrażliwość, poetykę i narrację. Dzięki temu nawet najsłabsze spaghetti westerny są dla mnie interesujące, również one potrafią mnie w pełni wciągnąć i zafascynować. Nie przeszkadza mi kiepski dubbing, złe aktorstwo i uboga scenografia. Każdy z tych filmów poraża klimatem. I każdy potęguje pojawiające się z tyłu głowy pytanie - jaka jest tego przyczyna, że gdzieś na południu Europy znalazło się w pewnym czasie tylu westernowych zapaleńców, którzy zaczęli kręcić filmy o dzikim zachodzie (w hurtowych niemal ilościach) w momencie, gdy w samej Ameryce powoli zaczęły się one przejadać i twórcom, i publiczności? Co więcej, twórczość ta przecież nie była tylko bladym odbiciem oryginału. Proponowała swoje własne rozwiązania i zrywała z tradycyjnymi schematami. Była nowatorska, a dla wielu przyzwyczajonych do tradycyjnej konwencji widzów - nawet obrazoburcza. Jej inność nie wynikała jedynie z innego miejsca i czasu, ale z zupełnie nowego, nieklasycznego podejścia do starego tematu. Spaghetti westerny - choć nazwę nadano im szyderczą - stanowiły w mojej opinii pierwszą tak poważną realizację postulatów postmodernistycznych w kinie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Chciałbym, by ten blog z biegiem czasu stawał się coraz bardziej kompletnym źródłem wiedzy o filmach, reżyserach, aktorach, miejscach, postaciach, historiach, wydarzeniach oraz elementach składowych i dystynktywnych spaghetti westernu. Czasem pewnie wyjdę poza granice tematu, który sam sobie tutaj narzuciłem, ale raczej nie spodziewaj się publicystyki i politycznych komentarzy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie jestem wielkim znawcą kina, raczej skromnym fanem westernów i chciałbym, żeby tak odbierane były moje wysiłki. Dlatego też z chęcią wysłucham opinii i sugestii. A jeśli ktoś zaproponuje jakiś ciekawy temat lub film do obejrzenia - ucieszy mnie to tym bardziej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Bang-bang&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7862109639781952044-6175837207896295529?l=kowbojezmakaronem.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://kowbojezmakaronem.blogspot.com/feeds/6175837207896295529/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7862109639781952044&amp;postID=6175837207896295529' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7862109639781952044/posts/default/6175837207896295529'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7862109639781952044/posts/default/6175837207896295529'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://kowbojezmakaronem.blogspot.com/2008/03/howdie.html' title='Howdie!'/><author><name>tuco</name><uri>http://www.blogger.com/profile/09666111738386705410</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://bp0.blogger.com/_CORzCDfDl8M/R8_0D-dsdnI/AAAAAAAAAAc/Mc3cxnwysts/s72-c/django.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>3</thr:total></entry></feed>
